sobota, 16 stycznia 2016

JAK WYBRAĆ LEKARZA PROWADZĄCEGO CIĄŻĘ

       Wykonany test ciążowy wskazuje dwie grube lub nieśmiało zarysowane kreski. Czyżby ciąża? Fakt ten najlepiej potwierdzić u lekarza. Wówczas pojawia się  zbiór pytań w zakresie: jakiego wybrać specjalistę ? czym się kierować przy jego wyborze? czy wybrać usługi świadczone na NFZ czy prywatnie?

Pierwsza wizyta powinna być nie zobowiązująca. Ma na celu dostarczyć informację, iż zarodek czyli nasze maleństwo jest w macicy i ma się dobrze. Na bardzo wczesnym etapie ciąży nasze dziecko może mieć kształt kropeczki lub pęcherzyka. Zdarz się, że ciąża jest tak wczesna, że ginekolog w wykonywanym USG może jej nie dostrzec. Tak bywa.
Organizm jednak daje nam sygnały, że coś się w nim dzieje. Dlatego warto wykonać test ciążowy za jakiś czas ponownie. Tak zrobiłam i już na następnej wizycie doktor widział fasolowy zarodek.
Był to 5-6 tydzień ciąży. Migiem także podarł kartę, w której jeszcze tydzień temu zlecał mi wykonanie badania HSG tj. pierwszego badania w zakresie niepłodności w obszarze macicy i drożności jajowodów. Radość z ciąży i fakt wybawienia od powyższego badania, włączyły u mnie akt miłosierdzia w stosunku do pomyłki lekarskiej. Takie ciekawostki z życia i to w ramach usług prywatnych.
Pierwsza wizyta jest natomiast istotna w zakresie biurokracji związanej z późniejszym uzyskaniem świadczenia tzw. becikowego. Dokumentem niezbędnym jest zaświadczenie lekarskie wystawione przez lekarza lub położną potwierdzające pozostawanie kobiety pod opieką medyczną nie później niż od 10 tygodnia ciąży do porodu. Tak więc istotne jest by lekarz stan stwierdzonej ciąży odnotował w karcie pacjenta już w trakcie pierwszej wizyty. Nie powinien zwlekać też z wystawieniem karty ciąży, gdyż to już świadczy o opieszałości i krętactwie.
O powyższe należy się domagać, bowiem w ten sposób dbamy o swój interes prawny. 

     Decydując się na wizyty prywatne musimy liczyć się z ponoszeniem wysokich kosztów. Płatne są nie tylko wizyt, ale również badania zlecone przez lekarza. Działając w celu optymalizacji kosztów możemy po prywatnej wizycie u ginekologa zarejestrować się do lekarza rodzinnego, który przepisze nam zalecone przez specjalistę badania.
Świadczenia ginekologiczne na NFZ zarówno badania i wizyty są darmowe. Największa częstotliwość zlecanych badań przy bezproblemowo przebiegającej ciąży ma miejsce do 7 miesiąca.
Przeważnie wadą zasadniczą usług ginekologicznych na NFZ jest słaba jakość wykonanego USG.
Brak zdjęć z przeprowadzonego badania, a nawet brak samego sprzętu w przychodni. Wówczas badanie przeprowadzane jest w innym miejscu. W takich okolicznościach należy stawić się zazwyczaj do szpitala, w którym znajduje się pracownia USG. Przeważnie wizyta na badanie USG jest wizytą odrębną. Zdarz się, że partner nie może uczestniczyć w badaniu, bo taki akurat jest kaprys lekarza lekceważącego prawa pacjentki- ot tak bo niby nie ma w zwyczaju takiej praktyki. Jednak to zależne jest od tego, na kogo trafimy, bowiem wyproszenie partnera przydarzyło mi się i na wizycie prywatnej, gdzie raczej jego obecność  jest normą. Oczywiście była to dla mnie wizyta pierwsza i z tego powodu ostatnia.
Ponadto usługi państwowe nie są świadczone w godzinach wieczornych, a także w dni wolne od pracy np. w soboty.  
W każdym razie prywatnie czy na "fundusz" nie ma to żadnego znaczenia jeśli tylko właśnie uda nam się trafić na lekarza spełniającego nasze oczekiwania. Lekarz wzbudzający nasze zaufanie. Powinien być kompetentny i charakteryzować się ogromnym pakietem empatii.
  
  Jeżeli wizyty wyglądają tak, że specjalista nic konkretnego nam nie powie. Będzie zlecał mało badań. Nie będzie przejawiał zainteresowania. Na pytania będzie odpowiadał zdawkowo, nie wyjaśniając istoty problemu, wówczas należy zmienić lekarza. Istotny jest także czas wizyty. Lekarz powinien poświecić nam tyle czasu ile my same potrzebujemy. Wizyty z zegarkiem w ręku na zasadzie, bo już następna pacjentka czeka, nie zapewnia  wizycie dobrej jakości również nam satysfakcji.  Ogólnie w życiu codziennym bywa tak, że każdy lekarz dobry dopóki się nic nie dzieje. Ciąża to stan nieprzewidywalny. Nigdy nie można lekceważyć choćby najmniejszych dolegliwości. Jest to odpowiedzialność za dwie osoby.  Tak więc, ważne, aby specjalista był dla nas dyspozycyjny w zasięgu osobistym, telefonicznym lub choćby e- mailowo o każdej porze nocy lub dnia.

    Kierując się swoim doświadczeniem śmiało stwierdzę, że najlepiej wybierać lekarza pracującego w szpitalu. Ma to ogromne znaczenie w przypadku  zakończenia ciąży przez cesarskie cięcie, ale także podczas komplikacji mogących wystąpić już w czasie ciąży oraz porodu naturalnego.
 Kluczowe decyzje zapadają szybciej, a opieka personelu jest na wyższym poziomie. Jakoby bardziej kobitki zmobilizowane. Teoretycznie każda pacjentka powinna być traktowana równo, jednak w każdym środowisku zawodowym występują pewne zgorszenia i w tym także. Będąc lokatorem oddziału ginekologicznego człowiek nie tylko obserwuje te anomalie występujące w sposobie wybiórczego podejścia, ale i legalnie słyszy wywody położnych i pielęgniarek typu " ta jest od Kowalskiego..., tej trzeba pilnować cewnik, podkład..., zróbmy jeszcze to i to..." 

     Poszukując lekarza do  prowadzenia mojej ciąży z reguły opierałam się na opiniach znajomych, a także opiniach umieszczonych na portalach internetowych. Z pewnością temat wyboru lekarza prowadzącego ciążę jest tematem, który należy doświadczyć, bowiem każda z nas jest inna i też przebieg ciąży jest różny.
   W pierwszej ciąży chodziłam jednocześnie do dwóch ginekologów prywatnie i na NFZ. Byłam posiadaczką dwóch kart ciąży. Wizyta na fundusz odbywała się zawsze na początku miesiąca, a wizyta prywatnie na koniec. Pracowałam czynnie zawodowo do siódmego miesiąca ciąży. Tak wiec nie musiałam zastanawiać się, któremu lekarzowi przypadnie przyjemność wystawiania mi L4. W siódmy miesiącu ciąży dokonałam świadomego wyboru  lekarza i pozostałam przy usługach prywatnych. W sumie byłam zadowolona, poza faktem, że lekarz mi gdzieś wyparował po wykonanym cięcia cesarskiego z komplikacjami.
    W drugiej ciąży dopóki było wszystko dobrze to wizyty odbywały się na NFZ. Jednak w piątym miesiącu ciąży system zdrowia zawiódł nas boleśnie. Stawiając się z bólami do rejonowego szpitala, gdzie nie pracował lekarz przyjmujący w przechodni, zostaliśmy zignorowani i odesłani do domu bez żadnych oględzin i badań. Lekarz dyżurny i położna zaproponowali mi na korytarzu jedynie wzięcie nospy i uważanie na siebie, gdyż jak powiedzieli "w tym miesiącu można jeszcze poronić". Oczywiście zamiast do domu wyruszyliśmy na podbój kolejnego szpitala z tym, że 50 kilometrów dalej od miejsca zamieszkania. Tam kojarzono nazwisko lekarza prowadzącego ciąże i jak można się domyśleć zostałam gruntownie przebadana i poddana obserwacji.

  Po tym incydencie rozpoczęły się na nowo poszukiwania "lekarza doskonałego" przyjmującego już wyłącznie prywatnie. Do 8 miesiąca ciąży lekarza zmieniłam trzykrotnie. Na wizyty chodziłam z tą samą kartą ciąży, którą założono mi na pierwszej wizycie na fundusz. Każdy ze specjalistów kontynuował  w niej zapisy z wizyt nastepnych.
Ostatecznie pod koniec ciąży trafiłam na profesjonalistę w dziedzinie ginekologii. Lekarza z pasją i zamiłowaniem do swojego zawodu.


           

 
  
 
   

wtorek, 12 stycznia 2016

WALKA O DWIE KRESKI

       Idealna sytuacja przyszłych rodziców starających się o upragnione maleństwo, to sytuacja, w której plan dziecko podlega natychmiastowemu wykonaniu. W życiu często okazuje się, iż scenariusz pod tytułem dziecko niejednokrotnie ulega różnym modyfikacją. 
Oczekiwanie upragnionego maleństwa często przybiera postać wyczerpującego procesu będącego nie lada wyczynem, a ciągłe starania o dziecko męczą psychicznie.
Wiele z nas przeszło przez rytuał wielokrotnego wykonywania testów ciążowych. Każda z nas zna liczbę podjętych przedwczesnych prób i  negatywnych wyników. Bilans wydanej fortuny na zakup testu oraz cały tryb cichej likwidacji dowodów. Czynności likwidacyjne dokonywane w celu uniknięcia posądzenia nas o fobię na punkcie zajścia w ciąże. Działanie magicznego testu ciążowego czyli przedmiotu, który dostarcza nam wielu emocji nasączonych wiarą, nadzieją, radością, uczuciem rozczarowania, smutku i przygnębienia.
Walka o dwie kreski jest obecnie powszechnym problemem wielu par. Pary starające się o dziecko muszą wykazać się wyrozumiałością wobec siebie oraz wzajemnym wsparciem, a przede wszystkim ogromem dystansu do pojawiających się problemów medycznych i odległych przestrzeni czasowych powstających w tych zmaganiach. W tym wszystkim nie pomaga im presja otoczenia czyli babcie, ciotki, znajomi dopytujący o przyszłego potomka. Z zasady należy przyjąć, iż na pytania typu "kiedy dziecko?" nie ma odpowiedzi! No chyba, że ktoś ma szklaną kulę lub inne wizjonerskie umiejętności!
 Kinderowe otoczenie znajomych, par starających się o dziecko również nie przysparza im pozytywnych emocji. Nie ma w tym nic dziwnego, że w kontaktach z "dzieciatymi" bliskimi na przemian towarzyszy nam uczucie zazdrości, żalu, i braku spełnienia.
Ponadto pojawiające się utrudnienia medyczne w postaci chorej tarczycy, zablokowania jajowodów, endometriozy, zmniejszenia częstotliwości owulacji i jej jakości lub lenistwa ze strony plemników, nie ułatwiają sprawy. Jest to wykańczająca bitwa, której nie życzę nikomu. Najważniejsze to nie poddać się i starać się choćby do menopauzy :)
Przeszłam wszystkie depresyjne etapy w tej materii łącznie z uciążliwymi badaniami i leczeniem. Nie było łatwo, ale dwukrotnie zwyciężyłam.Udało mi się zostać matką dwa razy.
W temacie reprodukcji trudno dawać jakiekolwiek rady, gdyż każdy przechodzi ten dramat na swój sposób. Każdy walczy z inną przyczyną będąca skutkiem niepowodzeń. 
W moim przypadku istotny był reset  umysłu opętanego pragnieniem bycia mamą. Pomogły mi dodatkowe zajęcia, podjęcie pracy, amatorskie praktykowanie jogi, basen i inne wypełniacze czasowe. Nie da się zaprzestać myśleć o dziecku, które jest naszym pragnieniem. Mamy to zakodowane w podświadomości. Jeżeli para stara się o pierwsze dziecko to presja jest zdecydowanie większa. Pocieszając przyznam, że przy drugim dziecku łatwiej ujarzmić umysł.
Ważną sprawą jest nabranie dystansu, poszukiwanie dobrych stron stanu bezdzietnego. Omijanie wszelkich wyliczanek dni płodnych. Zapewnienie sobie swobodnego i bezcelowego sexu. Radość z możliwości doznawania miłosnych uniesień bez rozmyślania nad skutecznością i niezawodnością antykoncepcji.
W swoim świecie postanowiłam przelać nadmiar mojej miłości nie na jakiegoś zwierzaka, tylko na swojego partnera. Można stwierdzić, że był moim bobasem o nieco zawyżonych wymiarach :) 
Mężczyźni też potrzebują wsparcia, a w szczególności naszego zainteresowania w drodze do osiągania wyznaczonych celów. Nie można zapominać, iż oni również są targani dawką nieuzewnętrznionych emocji i niepokoju, a w szczególności środowiskiem kolegów przedstawiających problematyczne kwestie w zakresie koloru kupek, zupek, zabawek i tym podobnych zdarzeń z życia ich pociech.
W pewnym momencie doszłam do wniosku, że jak mamy być tylko we dwoje tj. bez ogonków to należy wykorzystać ten czas tak, aby nasz związek był zadbanym ogrodem, w którym kiedyś może...może ...może pojawi się dziecko.   Traktowanie mojego związku jak relikwii zapewniło nam wzajemne wsparcie, a przede wszystkim otwartą komunikację. Nie chciałam obciążać partnera swoimi nastrojami. Mimo to nigdy ich nie ukrywałam. Oczywiście były z mojej strony dni zwątpienia, rozgoryczenia, płaczu i ogólnej załamki.Jak to u typowej kobitki. Były te dni z nami. Nigdy w samotności. Wówczas mogłam liczyć na głos rozsądku mojego mężczyzny, a on mógł liczyć na mnie. Było tak jak w tekście jednej z polskich piosenek- na zasadzie " gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie ku górze. Słowem staraliśmy się wrzucać na luz. Nie pozwalając na imprezę hormonalną w naszym związku. Nasze starania przed ciążą numer 1 wyniosły około dwóch lat, natomiast ciąża numer 2 potrzebowała przerwy siedmioletniej. I tak rozpoczął się etap zwany macierzyństwem...